Felietony
Google Glass.jpg

Okulary przyszłości

Tak jest, Songo już na początku serii Z przekroczył osiągalny tylko dla wybrańców poziom 9000 jednostek. Vegecie nie pozostało nic innego jak zgnieść w złości swoje okulary i modlić się, żeby był to tylko błąd odczytu. Czy i nam niedługo przyjdzie w nerwach zgniatać swoje skomputeryzowane binokle, gdy zobaczymy na przykład stan konta sąsiada? To wie tylko Google i może wróżbita Maciej… Ale po kolei.

Vegeta

Człowiek od lat marzył o bezprzewodowej, miniaturowej, bezdotykowej i mobilnej technologii, umożliwiającej szybki i bezproblemowy dostęp do informacji. Gdy Apple zaproponował swojego iPhone’a, który w znacznym stopniu ułatwiał łączenie się z siecią i surfowanie po Internecie, wiele osób mówiło, że oto i nastał dzień, w którym marzyciele dopięli swego. Zmniejszające się telefony, zwiększająca się ilość funkcji oraz szybkość urządzeń i rozwiązania technologiczne pozwalające na dłuższe użytkowanie smartfonów, sprawiły, że przez pewien czas nie miały one tak naprawdę konkurencji. Tablety, które stały gdzieś pomiędzy komputerami przenośnymi i telefonami komórkowymi stały się chwilową odskocznią, ale pozostały bardziej gadżetem, niż rewolucją. A taką rewolucję właśnie przygotowuje gigant technologiczny z Ameryki.

Google Glass

Google Glass

Przygotowania do premiery, rewolucyjnego jak się wydaje urządzenia Google Glass, rozpoczęły się już kilka lat temu. Premiera, zaplanowana na początku na 2012 rok, przesunięta została obecnie na końcówkę 2013, albo początek 2014, przy czym ta druga data jest bardziej prawdopodobna. Dlaczego Google tak zwleka? Jednym z powodów jest oczywiście galopujący postęp technologiczny, w którym nawet kilka miesięcy może mieć wielkie znaczenie dla miniaturyzacji i optymalizacji sprzętu. Innym jest patent, który zgłosił Apple, a który blokuje Google, sprawiając, że ich nowe „dziecko” stoi na bardzo niepewnym gruncie. Amerykańskie prawo patentowe jest o wiele bardziej restrykcyjne niż europejskie i firmy wykorzystują go do tzw. trollingu patentowego – zgłaszają pomysły i nawet nie biorą się za ich realizację, tylko albo odsprzedają patent konkurencji, albo wytaczają procesy, gdy produkty, nawet lekko zahaczające o ich zamysł, są już na rynku. I choć patent firmy z jabłuszkiem mówi dość ogólnikowo, o „urządzeniu znajdującym się na głowie” to jednak może być początkiem wielkiej, sądowej afery.

Google jednak nie przejmuje się tymi sprawami zbyt mocno (albo uważa, że ma podstawę prawną do wypuszczenia produktu na rynek) więc pierwsi developerzy, którzy zapisali się na konferencji I/O w 2011 roku na specjalną listę (no i oczywiście zapłacili 1500 dolarów, nic za darmo!) już dostali wersję beta. Okrojoną do najbardziej podstawowych funkcji, z minimalną liczbą aplikacji, jeszcze trochę toporną, ale jednak działającą i dającą pewien pogląd na to, jak nowe urządzenie będzie funkcjonować, ale i jak my będziemy funkcjonować w, nie ukrywajmy tego, nowej, rozszerzonej rzeczywistości.

Star Trek - Geordi La Forge

Technologia

Na początek garść faktów (wyobraźni dam się ponieść później). Google Glass to wykonana z tytanu i plastiku, bardzo wytrzymała ramka, która wygląda trochę jak futurystyczne okulary porucznika Geordi La Forge ze Star Treka (no, może są trochę zgrabniejsze). Są bardzo lekkie (36 gramów), a do tego, wbrew początkowej opinii, dość wygodne. W pustą ramkę można wkładać przyciemniane albo normalne szkła, a w przyszłości, najprawdopodobniej także szkła korekcyjne – nie wpływają one w żaden sposób na działanie urządzenia. Materiał z którego są zrobione daje im dużą elastyczność, a producent zastrzega, że najbardziej podatne na uszkodzenia jest miejsce na styku tytanowej obwódki z baterią i elektroniką znajdującą się za prawym uchem.

Najważniejszą częścią Google Glass jest pryzmat, który wyświetla obraz na siatkówce oka. Nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, ponieważ dopiero spoglądając w górę widzimy to, co do wyświetlenia mają okulary. Z jednej strony jest to bardzo wygodne, z drugiej wzrok nie jest za bardzo przyzwyczajony do ciągłego spoglądania w górę, więc oczy mogą szybko zacząć boleć. Jednak gdy użytkuje się okulary w sposób umiarkowany, nie jest to żadną przeszkodą. Interfejs sam wygasza się, żeby nie męczyć wzroku, a uruchamia, gdy odchylimy głowę do tyłu, przy czy można ustawić jaki kąt odchylenia jest najwygodniejszy dla użytkownika. Obsługiwać okulary można zarówno za pomocą komend głosowych, i wszyscy którzy mieli styczność z urządzeniem podkreślają, że okulary bardzo dobrze rozpoznają nawet najdziwniejsze akcenty. Można obsługiwać je również za pomocą dotyku. Po prawej stronie, na oprawce, znajduje się dotykowy panel, który idealnie reaguje na każde muśnięcie, i zależnie od jego kierunku i długości, wykonuje odpowiednią operację.

Dane techniczne

Szczegółowymi danymi technicznymi radziłbym się nie sugerować, ponieważ model który można było testować był wersją beta, niepełną i niegotową jeszcze na rynek, i wcale nie jest wykluczone, że 16 GB pamięci zamieni się w 32, a aplikacje na okulary, których na pewno będzie wysyp, będą wymagały więcej niż 628 MB pamięci RAM. Warto za to nadmienić, że dźwięk nie płynie ze słuchawek, co byłoby dość oczywistym rozwiązaniem, ale przenoszony jest za pomocą fal akustycznych naszych kości. Sprawia to, że jest odrobinę przytłumiony, jednak wraz z rozwojem tej technologii można się spodziewać lepszego, czystszego i bardziej selektywnego dźwięku. Bateria starcza na dzień zwyczajnego użytkowania, jednak chcąc intensywnie korzystać ze wszystkich aplikacji, nagrywać filmy i robić zdjęcie za zdjęciem, baterii starczy tylko na jakieś 2 godziny.

Aplikacje

Co na razie potrafią Google Glass?  Bardzo niewiele. Można dodać 10 osób do książki kontaktowej, i dzwonić do nich (bądź skorzystać z video opcji Google Hangout, bardzo popularnej obecnie na portalu społecznościowym Google+), jednak tylko w połączeniu z telefonem – okulary nie posiadają modułu GSM, więc rozmowy można wykonywać tylko przez Bluetooth połączony ze smartfonem. Urządzenie pozwala na robienie zdjęć i nagrywanie filmów, a także połączenie z najważniejszymi serwisami wiadomości w sieci – dzięki czemu mamy nieustanny dostęp do świeżych informacji. Mogą także wyznaczyć trasę, działając jak normalny GPS. Oczywiście można sprawdzić pogodę, godzinę, wyszukać hasło w wyszukiwarce producenta, czy sprawdzić pocztę, ale jest to ciągle za mało aplikacji, żeby przyciągnąć konsumentów. Czy to się zmieni? Nie mam co do tego żadnych wątpliwości – już urządzane są konkursy na takie aplikacje, nawet w Polsce!

Przyszłość okularów

A teraz puśćmy wodzę wyobraźni i pomyślmy jak Google Glass będzie działał w niedalekiej przyszłości. Od razu trzeba sobie powiedzieć jasno – okulary są rewolucją, i to bardzo dużą, niezależnie od tego, co mówią malkontenci. Możliwość pozbycia się tego dziwnego pudełeczka, w który wpatruje się codziennie miliony (nie będzie chyba przesadą, jak napiszę, że nawet miliardy) ludzi, jakim jest smartfon, i uwolnienia tym samym rąk, wydaje się bardzo znacząca. Wszystko to co mamy obecnie na ekranie telefonu, tabletu, czy komputera, będzie w przyszłości wyświetlane tuż przed naszym nosem, bez konieczności uruchamiania jakichkolwiek innych urządzeń. Pamiętacie na pewno Walkman’y, ale nie sądzę, że chodzicie z nimi po mieście – i moim zdaniem dokładnie tak samo będzie z telefonami komórkowymi. Pewnie, na początku dziwnie będą wyglądać ludzie wpatrujący się intensywnie w przestrzeń przed sobą, bądź wydający głośne komendy, jednak do takich rzeczy bez problemu można się przyzwyczaić.

Widać to zresztą po różnych aplikacjach, które powstają, bądź które dopiero czekają w kolejce do realizacji. Nawet tych gotowych, mimo tego, że urządzenie nie tylko nie trafiło do oficjalnej dystrybucji, jest bardzo dużo! Od porównywania cen w sklepach, sprawdzania liczby kalorii, niezdrowych związków z których zrobione są produkty, czy przepisów na potrawy z wykorzystaniem poszczególnych składników na jakie patrzymy, po tłumaczenie w czasie rzeczywistym innych języków, za pomocą Google Translator. Ta ostatnia opcja jest zresztą jedną z najważniejszych i najlepiej rokujących funkcji, pozwalającej na pokonanie bariery języka. Łatwo przewidzieć jak duże skutki będzie to miało nie tylko dla codziennych użytkowników (niezależnie, biznesowych czy prywatnych), ale dla całej branży zajmującej się na przykład tłumaczeniami. Restauracje, salony fryzjerskie czy sklepy, które nie będą podłączone do systemu Google, więc nie będzie można ich znaleźć za pomocą okularów, przestaną mieć rację bytu, co da jeszcze większą władzę pomysłodawcom urządzenia. Z drugiej strony dotarcie do informacji na temat czegokolwiek, będzie dziecinne proste. Wystarczy pomyśleć, jak zmieni się system szkolnictwa – skoro patrząc na jakikolwiek obiekt, będzie go można szybko wyszukać w wyszukiwarce, po co uczyć się o nim informacji na pamięć?

Google Glass a prywatność

Dochodzimy tu do sedna sprawy – największym problemem z którym przyjdzie się zmierzyć firmie z USA jest kwestia prywatności. Po pierwszych pomysłach, by GG rozpoznawał twarze mijanych przechodniów i pokazywał na ich temat informacje (chociażby te udostępniane przez nich na portalach społecznościowych), Google musiał zrezygnować z takiego pomysłu. Okazał się on nie tylko sprzeczny z duża ilością przepisów prawnych (pamiętajmy, że w różnych krajach kwestie prywatności są różnie regulowane), ale też opór dali Internauci. W połączeniu z niedawną aferą z programem NSA – PRISM, i współpracą technologicznego kolosa z rządem USA, można bać się o swoją prywatność. Zwłaszcza, że Google Glass mają być połączone z chmurą, i wszystkie informacje zebrane na urządzeniu, będą automatycznie zamieszczane w Internecie. Dodatkowo dochodzi kwestia nagrywania filmów i robienia zdjęć bez wiedzy poszczególnych osób. Teraz, nawet robiąc to po kryjomu, można zauważyć, że ktoś wykonuje takie czynności, mając do czynienia z Google Glass, nie będzie to wcale takie oczywiste. Właściciele niektórych klubów i restauracji już wprowadzają zakaz wstępu dla ludzi w skomputeryzowanych okularach.

Google Glass zabronione

Jednocześnie wiele osób jest w stanie zrezygnować z części swojej prywatności, dla wygód które dostarczać mogą okulary. Dając im dostęp do swojego kalendarza, mogą na przykład zasugerować godzinę wyjścia z domu (oczywiście z uwzględnieniem ruchu drogowego), zasugerować ubranie odpowiednie do temperatury panującej na dworze, pokazać bary z wczesnym, szybkim śniadaniem po drodze, czy przypomnieć o ważnym spotkaniu. Integrując je ze sprzętem domowym, można by kontrolować cały sprzęt w mieszkaniu za pomocą komend głosowych. A wbudowanie technologii 3G, która pozwoli na wykonywanie połączeń telefonicznych, zintegrowanych z na przykład portalami społecznościowym, znacznie ułatwi komunikację międzyludzką (pytanie tylko czy jej nie zastąpi!).

Czy więc czeka nas przyszłość rodem z filmów science fiction? Czy Google stanie się nową formą wielkiego brata, tym groźniejszą od państwa, że nastawioną na zysk? Czy przestępstwa zupełnie znikną z ulic miast, ponieważ naoczny świadek prawie zawsze będzie w pakiecie z nagranym, czy sfotografowanym zdarzeniem? Czas pokaże, jednak jedno jest pewne – niezależnie od tego jak bardzo przydatna będzie to technologia, trzeba się nastawić na całkowitą zmianę funkcjonowania w codziennym, realnym świecie…

P.S. Jak widać, od razu znaleźli się ludzie, którzy potrafią wykorzystać Google Glass w ciekawy, dobry i przede wszystkim użyteczny sposób! Tom Pool, znany dotychczas z relacji live ruchu Occupy Wall Street, jest obecnie w Turcji i relacjonuje zamieszki z placu Taksim! Więcej można przeczytać o tu.

Jaka jest Twoja opinia na ten temat?