Felietony
ikp_portfolio_80a6ff90f2adda4df81a7e041d1b04e8

Dziś nie trudno o bycie inwigilowanym. Społeczeństwo można „kupić” odpowiednim pomysłem. Pod przykrywką poprawy wygody i jakości życia udostępnia się nam produkty, czy usługi. Zwykle są one darmowe, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że nawet pojęcie „darmowe” ma swoją ukrytą cenę – cenę informacji. Cena jaką osobiście płacimy może wydawać się być niska, a dobrowolne udostępnianie informacji o nas nieszkodliwe. Mając jednak dostęp do danych o zasięgu krajowym perspektywy zagrożeń się zmieniają. Na czym można dziś zarobić, jak nie na zdrowiu? Internetowe Konto Pacjenta może być wygodnym rozwiązaniem dla przeciętnego Polaka, ale też może okazać się być narzędziem skutecznej inwigilacji.

Wszystkiego u nas dostatek, bo zwykłym ludziom ma żyć się lepiej, prościej i wygodniej. Od czasu do czasu trafiają się przysłowiowe buble, a dobrym na to przykładem są elektroniczne dowody osobiste. Jak widać pomysł na polepszenie Kowalskiemu życia może być całkiem udany, ale sama realizacja już nie do końca. Ponoć inaczej ma być z nowym projektem NFZ – Internetowym Kontem Pacjenta. Czy rzeczywiście?

Konto dla przeciętnego Polaka

Internetowe Konto Pacjenta ma z założenia pomóc milionom Polaków. W prosty i wygodny sposób ma umożliwić dostęp do cennych informacji na temat naszego zdrowia. Z pozycji leżącej, siedzącej lub stojącej (jak komu wygodniej) każdy z nas będzie mógł sprawdzić historię swojego aktualnego, bądź dawnego leczenia. Wyniki badań, przebieg choroby czy długość pobytu w szpitalu – to tylko niektóre z informacji, jakie będą dostępne i przypisane do naszego konta IKP.

Dodatkowo Kowalski będzie mógł decydować o tym jakie informacje mają trafić do konkretnego lekarza. Udostępnienie tych danych ma być o tyle ciekawe, że pozwoli mu pominąć wszelką „papierologię”. Nie będziemy więc zmuszani do dostarczania całej i zbędnej dokumentacji, bo wszystko będzie gromadzone na naszym koncie, a o udostępnianiu kluczowych danych będziemy decydować sami. Kilka ruchów myszką i lekarz ma przed sobą wszystkie potrzebne o nas informację. Dostęp do konta będzie możliwy z pozycji przeglądarki internetowej, ale nie wykluczone, że chwile po debiucie pojawią się użyteczne aplikacje, które pozwolą nam na wygodny odczyt informacji z pozycji smartfona, tabletu czy laptopa.

Rewolucja kosztuje

Z jednej strony system pozwoli zaoszczędzić na zbędnej dokumentacji, a z drugiej oczekuje wielomilionowej inwestycji. Koszt wdrożenia projektów ma wynieść około 700 milionów złotych, z czego 80 procent kwoty pochodzi z funduszy unijnych, a 20 procent z kasy NFZ. „Sponsorem” okażą się więc zwykli pacjenci.

O wiele ciekawszą sprawą, ma być planowane rozszerzenie funkcjonalności całego systemu o e-receptę. Lekarz będzie mógł wystawić wirtualną receptę, która w zależności od tego czy posiadamy konto na IKP, będzie mogła być przesłana w postaci kodu na adres e-mail lub SMS-em. Po okazaniu kodu w przychodni, farmaceuta wyda nam odpowiedni lek. Proste, prawda?

W pewnym sensie oznacza to koniec papierowych recept, ale potrzeba czasu, by dotrzeć z tym do świadomości wszystkich pacjentów i przyzwyczaić ich do nowego standardu. Nie będzie go jednak za wiele, bowiem obowiązek wystawiania e-recept ma wejść w życie w sierpniu 2016 roku.

Kwestie bezpieczeństwa

Trudniej jest uwierzyć w dobre intencje projektu, gdy „łapkę” kładzie na nim państwo. Ochocza wizja wspierania takich czy innych przedsięwzięć może skłonić nas do zastanowienia. Mimo, iż Pani Wellman przekonuje mnie, że informacje na koncie będą w pełni bezpieczne, a system udostępniania ich do konkretnych szpitali, przychodni czy punktów lekarskich działa sprawnie, to nie mogę wyjść z przeświadczenia że coś może pójść nie tak. I nie chodzi tu złe intencje naszego rządu, że niby chce zdobyć „cenne” informacje na nasz temat i wkroczyć na kolejny poziom inwigilacji narodu. Rusz głową, bo to niezła pożywka dla fanów teorii spiskowych.

Zastanawia mnie bardziej kwestia realnego zagrożenia w postaci ataków cybernetycznych, bo te wykonywane są coraz skuteczniej. Wyciek baz danych zdarza się dość często i to nawet wśród największych koncernów. Pokaźny zbiór informacji o zdrowiu milionów Polaków byłby więc czymś cennym np. dla koncernów skupiających się na produkcji lekarstw.

Przywołując na pamięć wpadki polskiego rządu z mierną jakością haseł do serwisów rządowych żyłbym w obawie, że moje dane w pewnym momencie mogłyby znaleźć się tam, gdzie być nie powinny i być wykorzystane do celów, o których nie będzie mi dane decydować. W tej sytuacji nawet najskuteczniejszy system wybiórczego udostępniania informacji (promowany przez Wellman) byłby bezskuteczny.

Nie uspokaja mnie nawet zapewnienie Kędzierskiego, że wszelkie ruchy związane z bezpieczeństwem są konsultowane z Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych. Być może za dużo przeżyłem ataków na swoje konta, by wierzyć w mocne i silne zabezpieczenia. Cóż, każdy widzi to nieco inaczej, a system bezpieczeństwa IKP jest w dalszym ciągu ulepszany. Nie można więc wieszać psów na czymś, czego się nie przetestowało, dlatego z końcową oceną poczekam do końca roku, kiedy zostanie mi udostępniony „darmowy” panel.

Jaka jest Twoja opinia na ten temat?