Recenzje Małe AGD
HEAD

Chyba staję się coraz porządniejszym człowiekiem! W przeciągu 2óch tygodni mój salon już drugi raz lśni czystością, nie można w nim znaleźć nawet jednego centymetra brudu. Na usta cisną się pytania – czy dostałem jakiegoś nagłego olśnienia, dzięki któremu pokochałem odkurzanie? Czy może w końcu rozbiłem bank i stać mnie na zatrudnianie wykwalifikowanego personelu czyszczącego? Otóż nie, po prostu drugi raz w ciągu dwóch tygodni dostałem do testowania automatyczny odkurzacz. Wcześnie jakoś nie wierzyłem w ich skuteczność, myślałem, że są jedynie następnymi, niepotrzebnymi nikomu gadżetami, o których za chwilę wszyscy zapomną. Tylko dlaczego teraz nie wyobrażam sobie już funkcjonowania bez takich sprzętów jak choćby Neato XV?

Neato XV - pudełko

Odkurzacz ten w dość znaczny sposób różni się od recenzowanego przeze mnie ostatnio iRobot Roomba. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, jest oczywiście kształt. Tamten był całkowicie okrągły, co z jednej strony pozwalało mu na większą mobilność, a z drugiej uniemożliwiało skuteczne sprzątanie niektórych miejsc (mówię tu choćby o rogach pokoju). Neato XV ma bardziej kanciasty kształt. Na jego przedzie znajduje się coś w rodzaju zderzaka, który zamocowany jest na ruchomych zaczepach, które nadają mu sprężystości. Na początku myślałem, że jest to jedna z ruchomych części do odczepienia, ale okazało się, że jest na stałe przymocowana do odkurzacza. Na początku odrobinę mi to przeszkadzało, ponieważ sprawiało wrażenie, że urządzenie nie jest zbyt solidne, gdy jednak ujrzałem odkurzacz w akcji, zrozumiałem jak ważnym elementem jest ruchomy zderzak. Ale o tym później.

Z drugiej strony odkurzacz jest już zaokrąglony. Opływowy kształt nadaje mu elegancji, i z pewnością można powiedzieć, że jest to jeden z lepiej wyglądających sprzętów. Na pewno nie trzeba go chować ze wstydem gdy przychodzą goście. Dzięki czarno-szaremu kolorowi pasuje do praktycznie każdego wnętrza, dobrze wtapiając się w otoczenie. Dodatkowo jest dość niewielki, nawet jak na odkurzacz samobieżny, które z reguły są dość małe.

Neato XV w opakowaniu

Na zaokrąglonym końcu odkurzacza znajduje się miejsce do ładowania. Nie jest to typowa wtyczka, którą podłączamy do prądu tylko stykowy mechanizm, który ładuje się poprzez dotyk ze stacją dokującą. To ją podłącza się do prądu. Wystarczy, że odkurzacz zetknie się z jej powierzchnią odpowiednim końcem, i już widać, jak ładuje się bateria. Byłem tym dość zaskoczony, ba, nawet z uporem maniaka szukałem najpierw wtyczek i złączy, którymi mógłbym podładować Neato XV, a tu takie zaskoczenie… Co więcej, o ładowaniu odkurzacza nie trzeba nawet pamiętać. Producent wyposażył Neato XV w specjalny mechanizm, dzięki któremu po skończonej pracy, albo gdy bateria zbliża się do całkowitego rozładowania, urządzenie samo wyszukuje stacje ładującą, i do niej podjeżdża. Jest to naprawdę świetna opcja, bo sam często zapominam o ładowaniu poszczególnych sprzętów. Zwłaszcza, że trzeba pamiętać o coraz większej ich ilości… A w ten sposób nasz odkurzacz jest praktycznie zawsze gotowy do akcji.

Na grzbiecie urządzenia znajduje się dość prosty interfejs. Można w nim ustawić godzinę, język i inne przydatne opcje. Najważniejsza jest możliwość zaplanowania pracy odkurzacza. Wystarczy ustawić czas, w którym Neato ma zacząć pracę (czyli na przykład kiedy nikogo nie ma w domu, więc nikomu nie przeszkadza odgłos odkurzania), i przestać się tym interesować. Możliwość powrotu z pracy do dobrze odkurzonego, czystego mieszkania to komfort nie do przecenienia. Ja w każdym bądź razie nie chcę już inaczej funkcjonować!

Neato XV przy stacji dokującej

W zestawie, oprócz stacji dokującej znajduje się niewiele dodatków. Wręcz zdziwiony byłem małą ilością dodatkowego wyposażenia. Podczas gdy pudełko iRobota wypchane było dodatkami, tutaj producenci postawili na minimalizm. Nie ma nawet zbyt dużej ilości części wymiennych. Mamy oczywiście dodatkową szczotkę, filtry, dodatkowy kabel do stacji dokującej… i to w zasadzie wszystko. Są jeszcze dziwne, zwinięte paski, co do których nie mam pojęcia do czego mogą służyć, ale żadnych dodatkowych bajerów nie ma. Moim zdaniem przydałby się pilot, ponieważ jeżeli już jakieś urządzenie jest bezprzewodowe, to fajnie byłoby jakby można nim było sterować nie podnosząc się z fotela. Ale może to już taka moja fanaberia. 😉

Neato XV włącza się dość szybko, już po 20 sekundach od wciśnięcia przycisku „on” zaczyna pracę. Czujniki znajdują się na jego przedzie, na zderzaku o którym wcześniej pisałem. Słuchać wyraźnie jak tuż przed ruszeniem skanuje otoczenie dookoła. Nie jest zbyt głośny, pracuje odrobinę ciszej niż klasyczny odkurzacz dobrej jakości. To chyba najbardziej lubię w samobieżnych odkurzaczach – nie zrywają na nogi całego mieszkania i części sąsiadów. Z premedytacją włączyłem go nawet kilka razy w środku nocy, żeby sprawdzić, czy jakiś sąsiad nie przybiegnie z miotłą, ale nic takiego się nie zdarzyło. 😉

Neato XV bok

Bardzo podoba mi się algorytm, którym posługuje się odkurzacz. Nie ma w nim nic z chaotycznego miotania się innych modeli. Neato XV sukcesywnie jedzie wzdłuż jednej ściany, omija wszelkie mniejsze przeszkody, a gdy dojeżdża do końca pomieszczenia – zawraca i pokonuje tą samą drogę w stronę przeciwną. Oczywiście nie pokonuje dokładnie tej samej, jedzie nieco obok, zahaczając lekko o poprzednią powierzchnię. Dzięki temu dobrze ułożonemu algorytmowi, dokładnie widać jaką część pomieszczenia odkurzacz już wyczyścił, a jaka jest jeszcze do odkurzenia.

Odkurzacz bardzo dobrze omija wszystkie (no prawie wszystkie) przeszkody. Stawiałem na jego drodze proste rzeczy, takie jak kartonowe pudło – z nimi nie miał najmniejszych problemów. Mniejsze i bardzie złożone przedmioty też nie są dla niego przeszkodą. Doskonale ominął hantle do ćwiczenia, nawet mimo tego, że były splątane różnymi kablami. Jednocześnie dojeżdżał do samej krawędzi przeszkody, byłem więc pewien, że dokładnie wyczyścił podłogę przed nią. Jedynym momentem, kiedy odkurzacz odrobinę „zgłupiał” była próba pokonania foteli. Ze zwykłymi krzesłami radził sobie znakomicie – omijał nóżki, wjeżdżając pod krzesło, dokładnie pod nim sprzątając. Dobrze funkcjonował też w zetknięciu z nisko osadzonymi, ciężkimi fotelami – po prostu pod nie nie wjeżdżał. Problem pojawił się gdy siedzenie miało płozy. Były one zbyt niskie, żeby je ominął, a jednocześnie zbyt wysokie, żeby sobie z nimi poradził. Wjeżdżał na nie zawieszał się więc w przestrzeni, nie mogąc wrócić ani pojechać dalej. Tutaj minus, bo konstruktorzy powinni coś takiego przewidzieć.

Neato XV z otwartym pojemnikiem

Odkurzacz jest dość szybki, jednak nie pędzi jak niektóre modele. Osiąga dokładnie taką prędkość, żeby sprawnie wysprzątać pomieszczenie, ale nie przewracać domowników. Pojemnik na nieczystości nie jest zbyt duży (nigdy nie jest w samobieżnych odkurzaczach) więc jest to rzecz, o której trzeba pamiętać (filtry zużywają się bardzo, bardzo wolno, więc ich wymiana należy do rzadkości).

Jednym słowem jest to następny, bardzo udany odkurzacz bezprzewodowy na rynku. Solidność wykonania, przyjemny wygląd i przede wszystkim – sprawne działanie sprawiają, że zostawia za sobą dużą część konkurencji. Polecam!

I na koniec jeszcze krótki filmik o tym, jak Neato XV radzi sobie z typowymi, domowymi przeszkodami:

Jaka jest Twoja opinia na ten temat?