Recenzje Małe AGD
HEAD_GranBaristo

Nie lubię kawy. Wiem, że to dziwne, w swoim życiu usłyszałam już tysiące argumentów, które miały mnie do niej przekonać. Zaczynając od boskiego aromatu, na jej zbawiennych właściwościach skończywszy. Prawdziwi ‘kawosze’ napój ten porównują nawet do ambrozji naszych czasów, a ja bez cienia żalu mijam każdą napotkaną po drodze kawiarnię, a każdy poranek zamiast od włączenia ekspresu, zaczynam od spaceru z psem. Ignorantka pomyślicie, nie wie co traci. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że naprawdę nieraz próbowałam – może nie polubić, bo to dla mnie abstrakcja – ale chociaż zrozumieć fenomen kawy. Jednak bez względu na to czy jest to mała czarna, latte, czy mocca, żadna mi nie smakuje i nic w moim życiu nie świadczyło o tym, by w najbliższym czasie miało się coś zmienić. Aż tu nagle w moje ręce niespodziewanie trafił ekspres ciśnieniowy Saeco GranBaristo. Po krótkim śledztwie odkryłam, że w wolnym tłumaczeniu można uznać, że nazwa oznacza dużego (świetnego, doskonałego) baristę (osoba zawodowo trudniąca się parzeniem kawy). Tak, tak ten opis pasuje do mnie jak przysłowiowa pięść do oka. Taki ze mnie barista, jak z europosła bokser. Doszłam więc do wniosku, że nic nie jest niemożliwe, a do odważnych świat należy, więc spróbuję, chociaż nikogo nie będę oszukiwać i przyznam, że do testów tego ekspresu od samego początku podchodziłam bardzo sceptycznie.

Sprzęt zapakowany jest w olbrzymi karton, więc gdy po rozpakowaniu moim oczom ukazało się dość małe i przyjemne urządzenie, byłam bardzo zaskoczona. Nasz duży barista zmieści się nawet w najmniejszej kuchni i muszę przyznać, że prezentuje się całkiem nieźle. Jego matowa obudowa komponuje się z każdym wystrojem i nawet najwięksi estetycy nie będą musieli chować go przed światem w szafie.

GranBaristo - pudełko

Jeśli chodzi o wygląd ekspres ma jeszcze jedną zaletę. Z tyłu urządzenia znajduje się pojemnik na przechowywanie kawy i w zależności od preferencji użytkownika, można wybrać do niego przykrywkę (opakowanie zawiera dwie). Jedna z nich jest w kolorze obudowy, a druga przezroczysta (pomimo tego, że kawy nie lubię, to bardzo podobają mi się jej ziarna, więc zdecydowałam się na używanie tej przezroczystej).

Wygląd wyglądem, ale przecież nie po to kupujemy ekspres, żeby przystroić nim wnętrze kuchni. Czas poddać go najcięższej z prób. Ciekawe czy przekona mnie do picia małej czarnej. 😉

Przed pierwszym włączeniem trochę się stresowałam, bo przyznam, że najbardziej skomplikowanym urządzeniem służącym do przygotowania kawy, które do tej pory obsługiwałam, był czajnik, więc moje doświadczenie jest, delikatnie mówiąc, marne. Przeraził mnie wygląd panelu sterowania, ponieważ zaraz po włączeniu podświetliło się około 10 przycisków, a ja nie miałam pojęcia od czego zacząć. Okazało się jednak, że Gran Baristo jest przygotowany nawet na kawowych ignorantów mojego pokroju. Na niepozornym wyświetlaczu ukazują się wskazówki, które krok po kroku przeprowadzają nas przez proces przygotowywania kawy. Ogólnie rzecz biorąc ekspres jest bardzo przyjazny dla początkujących użytkowników, bo ja już po kilku parzeniach poznałam wszystkie podstawowe funkcje. Jednak mniej cierpliwym kawoszom polecam (przynajmniej na początku) posiadanie pod ręką instrukcji obsługi, ponieważ niektóre części ekspresu ukryte są w bardzo zaskakujących miejscach. Obrazek z opisanymi elementami urządzenia na pewno pozwoli zaoszczędzić sporo nerwów.

GranBaristo - interfejs

GranBaristo - menu

Zasadniczo odrębnym elementem urządzenia jest tylko jedno pudełko służące do spieniania mleka, pozostałe części są zręcznie ukryte w ekspresie (na tyle zręcznie, że, jak wspomniałam wcześniej, czasem nawet ciężko je znaleźć 😉 ). Największy problem stworzyło mi zlokalizowanie pojemnika, w którym magazynują się zużyte fusy. Dobre 5 minut podchodziłam do GranBaristo z każdej możliwej strony, ale niestety skapitulowałam. Jednak być może jest to tylko problem płci, ponieważ kiedy do tego zadania przystąpił mężczyzna, pudełko na fusy odnalazło się w 15 sekund za przednią ścianą urządzenia (tak, jak na zdjęciu poniżej):

otwarty ekspres

A teraz o tym, co wszystkich najbardziej interesuje – o smaku. Moim skromnym zdaniem nasz osobisty barista radzi sobie z kawą tak dobrze, jak mało kto. Napój przygotowany przez GranBaristo jest przepyszny (człowiek faktycznie uczy się całe życie, wiedzieliście, że kawa potrafi smakować nawet jeśli nie wsypie się do niej tony cukru? Ba! Nie trzeba nawet jednej łyżeczki 😉 ). Mi osobiście najbardziej zasmakowało cappuccino, ale fanów cafe creme wśród domowników również nie brakuje. Ekspres potrafi przygotować sporą ilość rodzajów kaw (ja naliczyłam ich 16), więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Porcje są jednak dość małe (typowo włoskie), więc jeśli ktoś lubi wypijać co rano pełny kubek napoju z kofeiną, będzie musiał przygotowywać go kilkukrotnie.

Czas pomiędzy włączeniem ekspresu, a zrobieniem pierwszego łyka zmienia się w zależności od wybranego programu. Z moich obliczeń wynika, że wszystko zajmuje około minuty (łącznie ze spienieniem mleka). Niestety (uważam, że to jedna z większych wad tego urządzenia) dysza wlewająca spienione mleko jest oddalona od tej wlewającej kawę, więc w trakcie przygotowywania kawy filiżankę należy przesunąć. Ten mały szczegół sprawia, że w trakcie przygotowywania napoju musimy czuwać przy ekspresie, zamiast zająć się swoimi sprawami i wrócić po gotową kawę.

Saeco Philips

Dużym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie programu, który służy tylko i wyłącznie do spieniania mleka. Ekspres nie przygotowuje wtedy żadnej kawy, a my takie spienione mleko możemy dodać np. do kakao (tak w ramach chwilowego odpoczynku od kofeiny 😉 ). Jednak podczas spieniania mleka ekspres jest bardzo głośny, więc niestety romantyczne pomysły na zrobienie małej czarnej do łóżka naszej drugiej połówce spalą na panewce, bo dźwięki, które wydaje GranBaristo w trakcie pracy obudziłby nawet niedźwiedzia ze snu zimowego. Do poziomu głośności da się jednak przyzwyczaić i po kilku włączeniach nie stanowił on już dla mnie większego problemu.

Firma Saeco zadbała również o wskazówki pomagające nam w obsłudze urządzenia po przygotowaniu kawy. Stara kawa jest systematycznie wypłukiwana (informuje nas o tym wiadomość na wyświetlaczu), a jeśli w pojemniku zbierze się już zbyt duża ilość fusów odpowiednia notatka również pokazuje się na ekranie. Kilka części ekspresu, przystosowanych jest do mycia w zmywarce, więc proces konserwacji urządzenia również nie stwarza żadnego problemu. Ogólnie rzecz biorąc przy podstawowej umiejętności czytania ze zrozumieniem jesteśmy w stanie – przy małej pomocy naszego ekspresu – zamienić się w prawdziwego Gran Baristę.

ekspres

Podobno na świecie nie istnieją rzeczy idealne, ale porannej kawie – przygotowanej w GranBaristo – wypitej w dobrym towarzystwie (lub w samotności, zależy jak kto woli) niewiele do ideału brakuje. Poza dwoma wadami, o których wspomniałam powyżej GranBaristo spisuje się na medal, więc jeżeli jesteś fanem małej czarnej w dowolnej postaci, inwestycja w ekspres firmy Saeco na pewno szybko Ci się zwróci, a z urządzenia powinieneś być bardzo zadowolony. Polecam!

Urszula Moczek

Jaka jest Twoja opinia na ten temat?